las-0001.jpg
-   L A S ,   M R O C Z N Y   L A S   -
 

Każdy ma swój mroczny las i nie chodzi tu mrok, a o czystą potrzebę zrealizowania czegoś co zagnieździło się w nas i nie chce odpuścić. Poczucie potrzeby która  tak bardzo pragnie zostać zrealizowana, że nie jesteśmy w stanie jej powstrzymać mimo naszych największych lęków. Tak właśnie jakiś czas temu narodziła się we mnie chęć samotnego sędzenia 24 godzin w lesie ze starym sprzętem, zawiniętego w ciepły wełniany koc gdzieś pod drzewem.

Co to za potrzeba? - zapytał mój przyjaciel Grześ.

To chęć bycia blisko natury, sam ze sobą, ze swoimi lękami, chęć poczucia strachu, trudu spędzenia nocy ze starodawnym sprzętem, zimna, satysfakcji, spełnienia, ciepła porannego ogniska, smak kawy po takiej nocy i pewnie tysiąc innych rzeczy, których mój umysł nie ubrał jeszcze w słowa. - odpowiedziałem

 

Udało się, dziś ta potrzeba została zrealizowana, a ja zapraszam Was na spacer w tym mrocznym lesie, razem ze mną i moimi emocjami. 

las-0002.jpg
las-0003.jpg

Zacznijmy od liczb, bo mają one dla mnie w tym przypadku znaczenie.

- temperatura w nocy była około 3-4 stopni

- zabrałem ze sobą 14 kg sprzętu wcześniej analizując i testując jak temat ugryźć tak by dać radę.

- zrobiłem około 20 km

- wziąłem 1.2 l wody, 180g kabanosów, kawałek boczku, puszkę fasoli, 1 porcję kawy i 5 kostek racji żywnościowych SEVEN OCEANS wystarczyło na styk z lekkim nocnym burczeniem w brzuchu.

las-0007.jpg
las-0006.jpg
las-0011.jpg

Już o 7 rano po pierwszych krokach wiedziałem, że wszystko jest jakiś za ciężkie i zabrałem o jakieś 2 kg za dużo, nie chodziło już nawet o sam ciężar, a jago rozłożenie i system nośny plecaka. W połowie drogi nauczyłem się nieść go tak by nie doskwierał mi ból w ramionach i karku. Na miejscu zrobiłem, śledzie do pałatki i karimaty. Robiłem regularne przestoje zwłaszcza po szarżach pod górkę. 

las-0005.jpg
las-0012.jpg
las-0013.jpg
las-0010.jpg

Przez cały mój pobyt w lesie unikałem szlaków i ludzi najczęściej jak tylko się dało, by potęgować efekt samotnej wędrówki. Dużo myślałem o sobie, swoim rozwoju, celu mojej życiowej wędrówki. Całkowicie odciąłem się od internetu telefon towarzyszył mi jako zegarek i kontakt z najbliższymi, który i tak ograniczałem do niezbędnego minimum. Oddałem się podróży w głąb siebie.

las-0009.jpg
las-0008.jpg
las-0004.jpg

O godzinie 14:30 dotarłem w miejsce w którym postanowiłem rozbić obóz i spędzić noc. Ogarnąłem teren w poszukiwaniu ścieżek i bytności zwierząt, po czym wybrałem dokładną lokację. Piękna równa powierzchnia została wysprzątana z najmniejszych gałązek rozłożyłem na niej filcową karimatę, a nad nią rozbiłem pałatkę tak by chroniła mnie od wiatru. Za poduszkę służył mi plecak w którym znajdował się czajnik, na początku wydawał się być, najlepszą poduszką na świecie. Rozłożyłem koc ściągnąłem buty ze zdrożonych nóg i włożyłem grube wełniane skarpety. Wyciągnąłem książkę i oddałem się lekturze. 

las-0018.jpg
las-0015.jpg
las-0019.jpg
las-0020.jpg

Nastała noc, a ja zapadłem w sen, cóż to była za noc i cóż to był za sen. Pierwsza faza snu wypadła tak od 17-19, odcięło mnie jak bym stracił przytomność, a obudziłem się patrząc w gwiazdy, sam do końca nie wiem co mnie obudziło, leżałem i patrzyłem w niebo, widziałem spadającą gwiazdę, pomyślałem życzenie: "obym dotrwał odważnie do rana". Tak leżałem i wpatrywałem się w to niebo porządnie zawinąłem się w koc uszczelniając każdą szczelinę, na głowie zawinąłem wełniany szalik, czekałem na sen ...

las-0021.jpg

... zasnąłem. O 24:00 obudziło mnie jebnięcie czymś w pałatkę, strachu nie było, tylko ciekawość ... gdy zaczęło biegać szaleńczo po mym zadaszeniu, od razu wiedziałem cóż to za jegomość. Byłem przygotowany psychicznie na wszystko, na dziki, robaki, sarny, jednak los obdarował mnie szaloną wiewiórką z nieba, której kompletnie nie brałem pod uwagę. Zacząłem walić w dach i syczeć na nią, ta nie odpuszczała uznając to za zabawę. Wybiegła przed namiot widziałem ją szaloną wpatrzoną we mnie, powiedziałem że nie zapraszam i żeby uciekała skąd przyszła, warknąłem na nią szczerząc zęby i uciekła. Swój atak ponowiła tuż przed 1:00, ten jednak był już ostatnim. Po 1:20 znów zasnąłem, sen mieszał mi się z jawą, śniłem, że wybudowali przystanek autobusowy obok mojego obozu i zaczynali budować drogę, kręciło się pełno ludzi, później budziłem się na prawdę, trzęsłem się z zimna uszczelniałem koc zasypiałem, później przyszła do mnie moja córka powiedziała, że jest ze mnie dumna, że tak tu śpię w lesie, sam jak palec. Znów budziłem się trzęsący, zastanawiałem się czy Julek nie marznie, orientowałem się w sytuacji, uszczelniałem zasypiałem, trzasłem się, uszczelniałem i zasypiałem i tak do godziny 6:00.   

las-0024.jpg
las-0022.jpg

Wstałem, przeciągnąłem się, panowała jeszcze ciemność, ubrałem buty, spakowałem sprzęt, złożyłem obóz i ruszyłem pod niedaleko znajdujące się miejsce na ognisko by zaparzyć kawę. Uświadomiłem sobie, że przez całą noc nie czułem strachu, czułem spełnienie, że jestem w tym miejscu, że są gwiazdy, ptaki, sarny i moja przyjaciółka wiewióra. Byłem częścią tego miejsca, czułem na plecach jak ziemia oddycha. Oddychałem zimnym powietrzem, trzasnęła zapałka i zaczęło robić się ciepło, las był skąpany w gęstej mgle. Zapach i ciepło kawy wynagrodziło nocne drgawki zimna, zjadłem ostatnie kostki Seven Oceans spakowałem tobół i ruszyłem w drogę do domu.  

las-0025.jpg
las-0026.jpg
las-0029.jpg
las-0030.jpg
las-0031.jpg

Jeżeli dobrnęliście do końca, czuję ogromną wdzięczność. Dajcie znać w wiadomości na IG.

 

Ściskam Was Piotr